sobota, 11 sierpnia 2012

Valaa

  Słońce wdarło się przez wysokie okna i połaskotało swoimi ciepłymi promieniami jasnowłosą dziewczynę, pogrążoną w pięknych i kolorowych snach. Leniwie otworzyła oczy i uśmiechnęła się leciutko, przekręcając twarz aby napawać się śliczną pogodą, która opuściła te części kraju na parę paskudnie deszczowych tygodni. Ale teraz wszystko wróciło, tak jakby porządek w sercu Cilli przywołał słońce. Absurdalne, ale czuła się wspaniale tak myśląc.
    Usiadła powoli przeczesując palcami długie włosy od razu przypominała sobie jak w nocy dotykał ich Dominic. Jej chłopak! Miała ochotę chichotać jak jakaś głupia czwartoklasistka. Na samą myśl o pocałunku i tym co mówił Dominic robiło jej się ciepło, wręcz gorąco. Czuła jakiś niezwykły prąd przechodzący ją od czubków palców po końcówki włosów. To chyba było zakochanie.
    Dominic. To imię wciąż tłukło jej się po głowie, nie mogła go z niej wyrzucić. Nawet we śnie widziała jego obraz. Czuła się trochę jakby dostała tłuczkiem w głowę. Oderwana od rzeczywistości i wręcz nie mogła się powstrzymać, żeby nie wykrzyczeć tego co czuje całemu światu. Musiała ograniczyć się do Very.
    Sunęła się z łóżka i z rozbiegu wskoczyła na łóżko przyjaciółki. Spod kołdry dobiegł przytłumiony jęk, zaraz potem zdezorientowana Veronica uniosła głowę. Spiorunowała wytrzeszczoną przyjaciółkę wzrokiem.
    - Co ty na brodę Merlina robisz?! – spytała ostro.
    Cilla pogłaskała ją po głowie, przygładzając sterczące we wszystkie strony ciemne włosy. Wciąż nie przestawała się uśmiechać. Nie potrafiła.
    Vera zmarszczyła brwi.
    - Oszalałaś, czy co? – spytała przyglądając się jej uważnie.
    - Można to tak nazwać – zgodziła się Cilla – Oszalałam z miłości.
    Ciemnowłosa gwałtownie poderwała się z łóżka spychając tym samym Cillę na podłogę. Kiedy zetknęła się z zimną posadzką, poczuła ból w biodrze. Uniosła głowę patrząc na Verę z wyrzutem.
    - Sorry – mruknęła tamta.
    - Okej – odparła Cilla z powrotem sadowiąc się na miękkim łóżku. Veronica nie spuszczała z niej wzroku.
    - Jak to, z miłości? – zapytała w końcu.
    - Po prostu – Cilla wzruszyła ramionami – Z miłości.
    - Ktoś dał ci eliksir, tak? Jezu Cilla… .
    - Nikt nie dał mi eliksiru – przerwała jasnowłosa – Po prostu się zakochałam.
    Vera wytrzeszczyła oczy.
    - Zakochałaś? Przez noc?! O ile mi widomo jeszcze wczoraj, kiedy się kładłyśmy byłaś nie zakochana. Z naciskiem na NIE!
    Cilla spojrzała wymownie w sufit.
    - Ale teraz jestem – odparła.
    - W kim?!
    - Dominicu. Jesteśmy parą – wyznała.
    Veronica zaniemówiła, co Cilla przyjęła z satysfakcją. Uśmiechnęła się leniwie, wygładzając nieistniejące fałdy na swojej piżamie. Naprawdę czuła się jakby, ktoś podarował jej ogromny i piękny prezent.
    - Ty i Dominic? – wykrztusiła w końcu Vera.
    Cilla siknęła głową.
    - Ale przecież on się obraził i w ogóle wtedy zawaliłam… .
    - W nocy wszystko sobie wyjaśniliśmy – oświadczyła Cilla.
    - O matko… .
    - Wiesz jaka jestem szczęśliwa? Nigdy nie sądziłam, że to jest takie fajne! Tyle o tym mówią, ale zawsze myślałam, że to przereklamowane te całe ględzenie o miłości, pokrewieństwie dusz i tak dalej… .
    - Przereklamowane? – zdziwiła się Vera – Kobieto, na którym ty świecie żyjesz?! Nie ma nic, absolutnie nic lepszego. Patrzysz na tego jedynego i… bum! – rozłożyła ręce – Po prostu wiesz! Coś długo ci zeszło z tym biedakiem.
    Cilla prychnęła a potem dotarło do niej co powiedziała Vera. Zmrużyła oczy i przyjrzała się uważnie przyjaciółce, która skubała róg poduszki.
    - A ty skąd to wiesz? – zapytała podejrzliwie.
    Vera zaczerwieniła się gwałtownie i wzruszyła ramionami.
    - Czytałam w „Czarodziejce” – odpowiedziała – No wiesz 101 faktów i mitów o zakochaniu i podobne bzdury.
    - Ty nie czytasz „Czarodziejki” – przypomniała Cilla – To przecież, cytuję „odmóżdżający tygodnik dla kretynek”.
    - A tak sobie przejrzałam – wyznała.
    - Jestem twoją najlepszą przyjaciółką – oświadczyła Cilla – I wiem kiedy kłamiesz. Nos ci się wtedy rusza – wyznała.
    Veronica gwałtownie dotknęła swojego nosa i spojrzała z niedowierzaniem na przyjaciółkę.
    Cilla uśmiechnęła się szeroko.
    - Ty gargulcu! Jesteś zakochana! – zawołała głośno nie dbając o śpiącą współlokatorkę – I nic mi nie powiedziałaś?! Gadaj, ale to już!
    Twarz Very przybrała kolor buraka. Spuściła głowę znęcając się nad rękawem bluzki od swojej piżamy.
    - Nie wiem z czego tu się cieszyć – wyznała sucho.
    - Z czego? – zapytała z niedowierzaniem Cilla – Przecież sama mówiłaś, że niema nic lepszego!
    Veronica wywróciła oczami.
    - Tak, jasne – mruknęła – Ale tylko wtedy kiedy ON odwzajemnia to uczucie.
    - To znaczy, że on… .
    - Nic nie wie! – warknęła Vera – I lepiej, żeby tak zostało.
    - A kto kazał Dominicowi zacząć działać, co? – przypomniała Cilla.
    - To była inna sytuacja. On odwzajemniał twoje uczucia.
    - Skąd wiesz, że ten twój ukochany, nie? – spytała jasnowłosa.
    - Bo wiem – odparła Vera – Ma dziewczynę.
    Cilla poczuła ukłucie w sercu, kiedy patrzyła na pogrążoną w smutku przyjaciółkę. Wiecznie żywa i roześmiana, kto miałby się w niej nie zakochać? Może nie była największą pięknością, ale nie była też brzydulą. Miała ładne oczy, zgrabną sylwetkę i tylko parę uroczych piegów na nosie. Odznaczała się też niezwykłą inteligencją i nie była przy tym nudna. Po prostu ideał.
    - Kto to jest? – spytała cicho Verę.
    - Myślisz, że ci powiem? – mruknęła tamta – Nic z tego. Wiem co knujesz ale moja odpowiedź brzmi: nie.
    - Dlaczego ty możesz bawić się w swatkę, a ja nie?
    - Bo nie masz do tego talentu – odpowiedziała złośliwie – Ubieraj się idziemy na śniadanie.
    - Ale… .
    - Koniec tematu.